
Pokażemy film Theo Angelopoulosa "Wieczność i jeden dzień".

![]()
KinOko to cykl comiesięcznych
projekcji filmowych w toruńskim
Domu Muz mających przybliżyć twórczość reżyserów uznanych na świecie, często
wielokrotnie nagradzanych na prestiżowych festiwalach, których filmy są w Polsce
mało znane lub niemal niedostępne. Prezentujemy obrazy twórców współczesnych,
głównie europejskich. Tak szeroki zakresowo klucz doboru repertuaru pozwala nam
sięgać po utwory bardzo zróżnicowane. Staramy się zapoznawać widzów zarówno z
dziełami oryginalnymi pod względem formalnym, interesującymi przede wszystkim ze
względu na swoją poetykę, jak i takimi, które operują (często też w sposób
nowatorski) tradycyjnymi środkami filmowego obrazowania i pozwalają odbiorcy
rozkoszować się prowadzonym w sposób wzorowy, a przez to ciekawy, klasycznym
sposobem opowiadania. Pokazujemy filmy, które powstawały w niezwykłych
okolicznościach, jak i takie, które niezwykłe wydarzenia opisują. Przedstawiamy
utwory, poprzez które reżyserzy tworzą swoje wizje niezwykłych światów, jak i
takie, które opowiadają o rzeczywistości nam znanej, jednak sposób, w jaki
dobrane i ukonstytuowane zostają elementy filmowego świata, czyni je niezwykłymi
i interesującymi, często wręcz genialnymi.
Aby ułatwić widzom umiejscowienie prezentowanych filmów w dorobku światowej
kinematografii, każdy seans poprzedzony jest prelekcją mającą scharakteryzować
pokrótce twórczość danego reżysera, wskazać jej cechy wyróżniające oraz
przybliżyć elementy charakterystyczne filmu, czasem też kulisy jego powstania.
Sezon 2006/2007 rozpoczęliśmy projekcją
"Pieśni z drugiego piętra" - niezwykłego obrazu szwedzkiego artysty,
ceniącego sobie między innymi twórczość Krzysztofa Kieślowskiego,
Roya Anderssona. Nie był to jedyny
skandynawski akcent. Z uznaniem publiczności spotkał się obraz Islandczyka,
Fridrika Thóra Fridrikssona,
"Anioły wszechświata", opowiadający o młodym człowieku cierpiącym na
schizofrenię i stanowiący niepozbawione humoru studium alienacji człowieka
dotkniętego tą chorobą. Bardziej mroczne zakamarki ludzkiej natury, w sposób dla
widza nieznośny, bo zupełnie mechaniczny, zimny, pozbawiony warstwy emotywnej, a
przez to - paradoksalnie - wywołujący spotęgowane emocje wśród widzów,
prezentował Michael Haneke w swoim
"Benny's Video", który to film można było obejrzeć w czasie trzeciego
spotkania. Kolejne trzy obrazy prezentowane w naszym cyklu opowiadały - mówiąc w
uproszczeniu - o miłości, każdy w sposób wyjątkowy, każdy o uczuciu innego
rodzaju.
"Prawie nic" Sébastiena Lifshitza - o
pierwszej fascynacji, która pozwala poznać siebie samego, ale jest przy tym
skomplikowana, trudna i dotkliwa w skutkach;
"Miasto bez granic"
Antonio Hernándeza - o miłości nieprzemijającej,
prowadzącej na skraj szaleństwa;
"Bitwa w niebie" Carlosa Reygadasa - o
miłości chorej, zaborczej, bazującej na pożądaniu, niemożliwej do realizacji,
prowadzącej ostatecznie do zbrodni i samozniszczenia. Film Reygadasa, niezwykle
poruszający, trudny i nietypowy pod względem kompozycyjnym, spotkał się z
największym chyba uznaniem widzów spośród trzech wymienionych. Nie mniej ciepło
przyjęty został zamykający sezon, opowiadający o rzeczywistości równie trudnej,
film
"Rosetta" Luca i Jeana-Pierre'a Dardenne,
który sytuować można w obrębie kina społecznego.
Nowy sezon rozpoczęliśmy swojego rodzaju podsumowaniem. Zaprezentowaliśmy bowiem
trzy filmy krótkometrażowe, z których dwa były obrazami znanych już z
poprzedniego Skandynawów:
Fridrika Thóra Fridrikssona ("On
Top Down Under") i
Roya Anderssona ("Świat
chwały"), trzeci zaś stanowiły
"Sceny łóżkowe"
François Ozona. Najpierw było zabawnie dzięki Ozonowi, potem romantycznie i
zmysłowo dzięki Fridrikssonowi, a na koniec roztoczona została atmosfera
odrealnienia za sprawą porażającego filmu Anderssona.
François Ozon obchodzi urodziny 15 listopada. KinOko, którego listopadowa edycja przypada tego samego dnia, postanowiło uczcić tę rocznicę projekcją filmu jubilata. Będą to "Krople wody na rozpalonych kamieniach" z 2000 roku, film będący ekranizacją nigdy niewystawionej sztuki innego znakomitego reżysera filmowego, Niemca, Reinera Wernera Fassbindera.
Niemcy, lata siedemdziesiąte, dwu bohaterów: pięćdziesięcioletni biznesmen, Léopold, i dziewiętnastoletni Franz. Początkowa fascynacja między postaciami zamienia się w cyniczną grę, która prowadzi do coraz większego grzęźnięcia mężczyzn w dysfunkcjonalnej relacji. W finale filmu, w tej coraz bardziej ograniczającej się, a przez to ograniczającej bohaterów, przestrzeni, pojawiają się dwie kobiety, których obecność doprowadza do zaskakującego rozwiązania.
Obraz bardzo teatralny, niepokojący, a przy tym zabawny. Stanowi ciekawe połączenie francuskiej filuterności z niemiecką powagą. Opowiada o tym, jak zwyczajne zauroczenie, któremu towarzyszy ciągłe szukanie emocjonalno-erotycznych wrażeń, niebezpieczne i niemoralne zapewne zdaniem wielu eksperymentowanie, igranie z własnymi uczuciami - jak może ono (czy też musi) doprowadzić do wzajemnego wyniszczającego uzależnienia, od którego nie sposób się uwolnić. Coraz bardziej zagęszczająca się atmosfera, romantyczny katastrofizm, roztaczanie wizji świata, w którym słowo "miłość" zostaje zredefiniowane - "Krople wody na rozpalonych kamieniach". Zapraszamy!

KinOko łypie okiem za ocean!
Skupione dotychczas na kinie europejskim KinOko postanowiło dokonać drugiego wyłomu. Pierwszym był pokaz "Bitwy w niebie", Meksykanina, Carlosa Reygadasa. Tym razem przeniesiemy się na północny kontynent, by podróżować ulicami Chicago podczas projekcji znakomitego taxi-movie - "Hellcab" / "Chicago Cab" Johna Tintori i Mary Cybulski.
"Chicago Cab" / "Hellcab" - jeden film, dwa tytuły. Binarność, która doskonale obrazuje dualistyczny charakter tego obrazu. Z jednej strony jest to bowiem film obyczajowy, pełna humoru opowieść o dniu pracy taksówkarza w Chicago. Z drugiej zaś - obraz eksplorujący świat trudny, irytujący, może wręcz przeklęty, film odkrywający prawdziwy obraz Ameryki, obraz nie zawsze wesoły, nielukrowany. Twórcy roztaczają przed widzem galerię niezwykłych postaci, przedstawiają krótki wycinek życia każdej z nich. Spotkania z nimi zanurzone są w historii tego, który ich wiezie, kierowcy tytułowej taksówki. On obserwuje swoich pasażerów, widzowie obserwują jego w kontakcie z nimi. Przyglądają się im, jemu i zaczynają przyglądać się samym sobie. Zaczynają odszyfrowywać przekaz, który twórcy przemycają w tej prostej z pozoru historii, a który dla każdego z nas ma nieco inną treść. Stare, dobre, tradycyjne kino. Kino, które opowiada perypetie ludzi i robi to, żeby bawić, ale też żeby skłonić do określonego typu refleksji.
Amerykańskie kino. Z jednej strony klasycy tacy jak Orson Welles, Alfred Hitchcock czy Peter Yates, z drugiej - współczesne hollywoodzkie produkcje, które niewiele mają wspólnego ze sztuką filmową, oraz audiowizulane eksperymenty, które mają wiele wspólnego ze sztuką, ale coraz mniej z kinematografią. Podczas grudniowego KinOko zaprezentujemy amerykański film, który ani nie jest produktem hollywoodzkiego przemysłu filmowego, ani nie stanowi przykładu niezrozumiałego, pretensjonalnego eksperymentu. Film, który należy sytuować w amerykańskim mainstreamie i w nurcie amerykańskiego kina niezależnego jednocześnie. Film, który stanowi esencję kinematografii, który pokazuje, że Stany Zjednoczone to nie tylko przemysł filmowy, ale również sztuka filmowa.
Jeśli monachijski teatr Fassbindera we francuskim sosie, które to danie zaserwowaliśmy w listopadzie z okazji urodzin Francoisa Ozona, okazał się dla kogoś niestrawny, zapraszamy na najbliższe Kinoko. Zaprezentujemy coś zupełnie innego, amerykańskie kino, którego nie sposób skosztować na co dzień. A i wstęp będzie krótszy. ;-)
Zostajemy w Ameryce!
...i cofamy się w czasie, do okresu dzieci kwiatów. Nowy Jork, rewolucja lat sześćdziesiątych i dwoje młodych ludzi, którzy, jak pisze Płażewski w swojej "Historii filmu", próbują poprzez zażartą walkę psychologiczną odnaleźć nową formułę szczęścia, czyli "John i Mary" Petera Yatesa.
Film Petera Yatesa, zrealizowany w rok po jego, należącym już dziś do klasyki kina policyjnego, znakomitym obrazie "Bullit" z 1968 roku, traktuje o kwestiach, które zdają się być dzisiaj jeszcze bardziej aktualne niż przed czterdziestoma laty. Jak odnaleźć się w świecie, w którym tradycyjna forma związku została zdewaluowana, a w którym nie sposób żyć samemu? Jak przezwyciężyć lęk przed zaangażowaniem? Jak się zaangażować, nie tracąc przy tym niezależności? Długo można by wymieniać podobne pytania, na które to Yates próbuje znaleźć w swoim filmie odpowiedzi. W filmie, który w warstwie formalnej zdradza wielką fascynację ówczesnych twórców różnorodnymi środkami i metodami filmowego obrazowania, który unaocznia ich dążenie do odkrywania różnorodnych środków stylistycznych i oryginalnego operowania nimi. Utwór przypomina pod tym względem "Absolwenta" Mike'a Noicholsa, który to utwór uchodzi za wzór ich świadomego i nieskrępowanego wykorzystania. Montaż retrospektywny, oryginalne przejścia między scenami i planami czasowymi, nietypowe zbliżenia, żabia perspektywa i wiele innych. Oba filmy łączy również osoba Dustina Hoffmana, który zagrał tytułowe role w nich obu. W "John i Mary" partneruje mu Mia Farrow.
Tym razem w KinOko klasyka światowego kina! Zapraszamy!

![]()